sobota, 30 sierpnia 2014

Gone Girl

Autorka: Gillian Flynn
Ilość stron: 422

W ciepły letni poranek z North Carthage, Missouri, ma miejsce piąta rocznica ślubu Amy i Nicka Dunne. Pakowane są prezenty i robione rezerwacje, kiedy piękna i mądra żona Nicka znika. Mąż-Roku Nick sam sobie nie pomaga mając dziwne myśli o nachyleniu i kształcie głowy swojej żony, a wpisy z pamiętnika Amy ukazują, że jej perfekcyjna i zorganizowana natura mogła zdenerwować kogokolwiek.
Pod rosnącą presją policji i mediów- jak również rodziców Amy, którzy świata poza nią nie widzą- złoty chłopak miasteczka North Carthage prezentuje sobą niekończącą się listę kłamstw, oszustw i nieodpowiedniego do sytuacji zachowania. Nick jest dziwnie wykrętny i z pewnością zgorzkniały- ale czy jest on mordercą?

O „Gone Girl” słyszałam od bardzo długiego czasu, zanim sama się za tę książkę zabrałam. A to od nauczycielki, której się bardzo podobała, to od koleżanki, która stwierdziła, że zmarnowała czas i pieniądze. Więc nie bardzo wiedziałam co z tym zrobić, przeczytać to, nie tykać się tego? Zapomniałam o tej książce na parę miesięcy, i po lekturze „We Were Liars” E. Lockhart kliknęłam na YouTubie na wywiad z autorką na temat tego, co ją zainspirowało do napisania jej książki. E. Lockhart wymieniła kilka tytułów, „Gone Girl” między innymi, a że „We Were Liars” to chyba najlepsze, co w tym roku czytałam, stwierdziłam, że trzeba dać tej inspiracji szansę. Czy dobrze zrobiłam?

I tak, i nie. Mam mieszane uczucia co do tej książki, ponieważ jest z jednej strony genialna, a z drugiej taka sobie. Do pewnego punktu w książce niesamowicie wciąga, gra w mind-games z czytelnikiem, nigdy nie wiesz co jest prawdą, a co nie. Napięcie jest perfekcyjnie podbudowane, jeden szczegół prowadzi do drugiego, sekrety są odkrywane stopniowo i za każdym razem rzucają nowe światło na całość historii. Bardzo mi się to podobało, nie czytałam chyba jeszcze niczego w tym stylu, więc byłam w stanie jednego, wielkiego WOW.
Ale potem książka odbiła w kierunku innym, niż się spodziewałam i nie przypadł mi ten kierunek do gustu. Z jednej strony podziwiam to jak autorka potrafi prawie niezauważalnie przejść z jednego ekstremum do drugiego- kogo teraz nienawidzimy, kto jest podejrzany, o co tutaj chodzi? Ale z drugiej miałam takie kiepskie uczucie, że mogło z tego wyjść coś niesamowitego, a wyszło... takie coś. Takie meh.

Gregory McDonald powiedział kiedyś:

„Here's how you write a mistery novel: at the beginning you tell a lie, and by the end you tell the truth.”

W tym przypadku kłamstwo podobało mi się bardziej niż prawda.

„Gone Girl” jest ciekawie i starannie skonstruowana, postaci nie przypadły mi osobiście do gustu, ale były interesujące, dlatego koniec końców cieszę się, że to przeczytałam, choćby dlatego, ile szumu o tę książkę jest wszędzie wokoło. Ale jestem trochę rozczarowana.  

Moja ocena: 3/5

PS: Jestem bardzo ciekawa filmu. Zwiastun jest świetny i słyszałam, że scenarzyści kompletnie zmienili zakończenie, więc może dostaniemy to, czego zabrakło mi w książce?... Trzymam kciuki :)