niedziela, 30 marca 2014

The Virgin Suicides

Autor: Jeffrey Eugenides
Ilość stron: 249

Szkoujące było to jak normalne wydawały się siostry Lisbon, gdy ich matka wypuściła je na pierwszą i jedyną randkę w ich życiu. Dwadzieścia lat później ich enigmatyczne postaci pozostają utrwalone w pamięciach chłopców, którzy je wielbili i którzy teraz wspominają ich wspólną młodość: stanik przewieszony przez krucufiks, należący do rozwiązłej Lux; zapierający wdech wygląd dziewcząt w noc potańcówki; i duszna, senna ulica przez którą obserwowali rozpadającą się rodzinę i kruche życia zmierzające ku końcowi.

"The Virgin Suicides" jest debiutancką powieścią Jeffreya Eugenidesa, który zyskał tytuł geniusza dopiero po swojej drugiej książce- "Middlesex". Ci, którzy "Middlesex" uwielbiali, często byli mniej lub bardziej rozczarowani debiutem autora, innni się zachwycali. Są tacy, którzy symbolikę i aluzje do multum problemów amerykańskiego społeczeństwa lat '60-tych widzą na każdej stronie, którzy mają mnóstwo uwag co do baaaaardzo enigmatycznego zakończenia i tego, co autor mógł mieć na myśli przez takie a nie inne poprowadzenie fabuły. I są tacy, którzy tej książki nie rozumieją. Doceniają, szanują, ale nie potrafią do końca pojąć. Z przykrością stwierdzam, że należę do tej ostatniej grupy. Dlaczego?

"The Virgin Suicides" jest nietypowe pod prawie każdym względem. Narracja prowadzona jest przez grupę chłopców obsesyjnie obserwujących i kolekcjonujących każdą rzecz należącą do dziewcząt, która tylko trafi im w ręce. Nigdy tak naprawdę nie widzimy co się dzieje w domu rodzinnym Lisbon, otrzymujemy tylko strzępki rozmów sióstr, coś co ktoś inny o nich powiedział, usłyszał badź nawet sobie wymyślił. Siostry otrzymują aurę tajemniczości, a to, że chłopcy tak je wielbią, wcale nie pomaga. Eugenides pisze o nich jak o świętych, legenda tu, legenda tam, żadnych konkretów.
Ponieważ nigdy nie skupia się na siostrach, opowiada o ludziach, którzy mieli z nimi styczność, i o tym, jak one na nich wpłynęły.
Styl pisarza jest bardzo dobry, bez przesady i niepotrzebnych opisów, dość prosty. Ta historia nie byłaby taka sama bez jego lekko hipnotycznego sposobu opowiadania.

Jak już zapewne wiecie, książka ma coś wspólnego z samobójstwem. Z początku mniej niż się spodziewałam, historia naprawdę wciąga, przywiązujemy się do sióstr. Znamy tytuł książki, stoi JAK BYK na okładce, ale szczerze?... I tak byłam zaskoczona i zszokowana zakończeniem . I nie za bardzo rozumiałam.

Tytuł jest nieco mylący. Ci, którzy czytali, wiedzą, co mam na myśli. W książce jest mowa o piosence pod tym samym tytułem, ale podczas moich desperackich prób zrozumienia tego "dzieła" wygooglowałam parę rzeczy. "Samobójstwo Dziewic" ma się ponoć odnosić do tego, że siostry Lisbon były zamknięte i wyizolowane od prawdziwego życia. Żyły w małym miasteczku, puntem kulminacyjnym ich egzystencji był szkolny bal i spędzały dnie oglądając telewizję. Ich "dziewictwo" ma się odnosić do tego, jak mało tak naprawdę przeżyły.

I tu mam problem. To nie moje przemyślenia. Nie ja to tak zrozumiałam, ja tego wogóle nie zrozumiałam. Książka mi się podobała, uwielbiam styl i postaci, tajemniczy sposób opowiadania, ale koniec końców byłam po prostu zirytowana. Co autor chciał tą książką powiedzieć? Że śmierć niewinnych boli najbardziej? Że nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć, dlaczego ktoś popełnił samobójstwo? Czy chciał skrytykować amerykańskie społeczeństwo lat '60-tych?
George Orwell poproszony o komentarz do swojej własnej książki powiedział:

"I do not wish to comment on the work. If it does not speak for itself, it is a failure."

"The Virgin Suicides" nie jest całkowitą porażką, czuję, że spora część winy leży po mojej stronie, może gdybym przeczytała tę książkę za parę lat?... Ale z drugiej strony, kto tu jest pisarzem, ja czy J. Eugenides?


Moja ocena: 3/5

niedziela, 23 marca 2014

Ignite Me

Autorka: Tahereh Mafi
Ilość stron: 408
Seria: Shatter Me
Tom: 3

Wszyscy przyjaciele Julii mogą już nie żyć. Istnieje szansa, że Julia jest jedyną pozostałą osobą, która stoi na drodze Komitetu Odnowy. Ale by go obalić, będzie potrzebowała pomocy osoby, której, jak sądziła, nigdy nie będzie w stanie zaufać: Warner. 
Podczas współpracy z Warnerem Julia odkryje, że myliła się nie tylko co do niego i swoich własnych umiejętności, ale nawet co do Adama.

Po lekturze "Unravel Me" byłam na poważnie zirytowana Julią, jej ciągłym niezdecydowaniem i brakiem własnego zdania na temat czegokolwiek. Książka skończyła się tak, jak się skończyła i brakowało mi jakiegoś ładnego epilogu, albo chociaż wskazówki co do tego, co się dalej wydarzy. Akcja "Ignite Me", ostatniej części serii, rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie skończyło się "Unravel Me". Julia przebywa u Warnera, dochodzi do siebie po tym, jak postrzelił ją jego ojciec. Z tego właśnie powodu wszyscy sądzą, że Julia nie żyje, co jest zaletą dla jej planu obalenia Komitetu Odnowy. Julia ma plan i jest on dość szalony, ale podobało mi się, w jaki sposób przekonała Warnera do pomocy i wierzyła w to, że potrafi to zrobić. Już nie jest małą smutną dziewczynką, która nie potrafi o siebie zadbać. Wie czego chce, wie jak tego dokonać i nie boi się powiedzieć tego, co ma na myśli.
Coś, co zauważyłam dopiero w połowie książki: wykreślenia zniknęły. Julia już nie wykreśla, tego, co naprawdę chce powiedzieć.

Adam mnie w tej książce zawiódł. Nie jako postać, ta była bardzo realistycznie wykreowana, ale jako osoba po prostu. Niezły z niego d*pek i powiem tylko, że moje przypuszczenia co do jego prawdziwych uczuć i motywów się niestety sprawdziły. Jeśli czytaliście (bądź nie) novelle Tahereh Mafi z punktu widzenia Adama i Warnera, TUTAJ znajdziecie moją spoilerową recenzję, w której spekuluję co się stanie w "Ignite Me". Nie polecam czytania przed lekturą tej książki, ale może jako... ciekawostkę? :)

Książka obfituje w dłuuuugaśne dialogi i sceny jak ze sztuki teatralnej, aż się człowiek zastanawia, kiedy oni zejdą ze sceny, kiedy się COŚ wydarzy. Książki Tahereh Mafi w ogóle mają to do siebie, że w 3/4 akcji nieco zwalniają. To mnie irytowało, było niesamowitym hamulcem dla zainteresowania. Takie sobie o 50 stron do przełknięcia. Takie nudy, takie nic. Za to daję mały minus. Ale reszta podobała mi się bardzo, o wiele lepiej niż w pozostałych dwóch książkach. "Ignite Me" jest moją ulubioną z całej serii.
W gruncie rzeczy jest o książka o Julii, jej związkach z innymi ludźmi, nie tylko w romantycznym sensie, jej rozwoju z przestraszonego kaczątka w dumnego łabędzia. Nie za wiele tu mowy o Komitecie samym w sobie, co niektórym może przeszkadzać, ale mnie osobiście nie bardzo.
Książka mi się podobała, Julio, salutuję Ci i czekam na następne książki Tahereh Mafi!

Moja ocena: 4/5

środa, 5 marca 2014

Book Haul #2

Wpadam na chwilkę, aby bezczelnie pochwalić się moimi nowymi zdobyczami. :)



Od góry:
1) "Middlemarch" - George Elliot - kupione z powodu wspólnego czytania na Mieście Książek
2) "The Unbecoming of Mara Dyer"- Michelle Hodkin
3) "Cinders & Sapphires: at Somerton" - Leila Rasheed
4) "Leviathan" - Scott Westerfeld
5) "Behemoth"- Scott Westerfeld
6) "Goliath" - Scott Westerfeld
7) "PANIC" - LAUREN OLIVER

Najbardziej  cieszę się z "Panic", po którą będę mogła sięgnąć za dokładnie 13 dni :( . Tymczasem wracam do nauki. Która z tych książek ciekawi was najbardziej? Co aktualnie czytacie? Dajcie znać w komentarzach!

                                                                                                            -A.