środa, 31 grudnia 2014

Sun Storm & The Blood Split

Autorka: Asa Larsson
Ilość stron: 271
Seria: Rebecka Martinsson
Tom: 1

Rebecka Martinsson spędza każdą wolną chwilę pracując w specjalizującej się w prawie podatkowym kancelarii prawniczej  w Sztokholmie. Do czasu, gdy dostaje telefon od dawnej przyjaciółki, Sanny, z jej rodzinnego miasteczka na północy Szwecji- brat Sanny, mężczyzna, o którym wiele ludzi mówiło, że kochał tylko Rebeckę, został zamordowany i wszystko wygląda na to, że morderstwo miało religijny motyw. Rebecka powraca do miejsca, w którym się wychowała i które opuściła nie całkiem z własnej woli, by zmierzyć się z duchami przeszłości i rozwiązać zagadkę.


Mniej więcej w połowie listopada temperatura zaczęła spadać, poranki zrobiły się u mnie szare, ciche, miały smak kawy i zapach zimowego powietrza o świcie. Wraz z zimą przyszła melancholia, dziwne uczucie samotności?... Próbowałam je zwalczyć lekturą, ale nic się u mnie nie sprawdziło za dobrze. Sądziłam już, że będę zmuszona sięgnąć po którąś z części Harry'ego Pottera (zawsze działają ), gdy na jednym z moich ulubionych blogów, Mieście Książek, znalazłam listę „książek o samotnikach”. Numer piąty na liście mnie zaintrygował, kupiłam więc książkę na Kindle i zaczęłam czytać.

Rebecka Martinsson była właśnie tym, czego potrzebowałam. Jest realistyczną i silną postacią kobiecą. Pracoholiczką, kobietą w dużym, a zatem oferującym anonimowość, mieście, za którą ciągnie się jej własna przeszłość. Pracę traktuje jako ucieczkę.

Narracja z jej punktu widzenia to niesamowita frajda. Na każde 100 pomyślanych przez nią słów Rebecka wypowiada może 10, jest zamknięta w sobie, nieufna, samowystarczalna, świadoma niesprawiedliwości dotykającej kobiet każdego dnia i patrzenie na świat jej oczami było niesamowicie interesujące dla mnie jako kobiety.


Dziwne, straszące, religijne motywy w książce wraz z zimową atmosferą bardzo pasują do osobowości Rebecki i kreują niepowtarzalny nastrój. Podobnie jest z samą zagadką morderstwa, która połączona jest z przeszłością głównej bohaterki, była idealnie zagmatwana i satysfakcjonująca. 

Ilość stron: 339
Tom: 2

Drugi tom serii w wielu aspektach przypomina pierwszy, po niemal dwóch latach powracamy w ten sam region Szwecji, ofiarą brutalnego morderstwa ponownie jest osoba duchowna, spotykamy te same postaci. Rebecka tam jest a jednak jej nie ma, nie jest już główną bohaterką per se, mniej się o niej dowiadujemy, nie zrobiła też na mnie takiego wrażenia jak w pierwszej części. Mimo to podobała mi się zagadka, nowe postaci, to jak autorka kieruje akcją. To tylko pokazuje, jak bardzo o atmosferę tu chodzi, o samo miejsce akcji- północ Szwecji, małe miasteczka w których kościoły są bardzo wpływowe. Zima i nastrój jaki to otoczenie kieruje bardzo mi się podobały.

Po przeczytaniu dwóch książek z serii zauważyłam, że autorka lubi kończyć swoje książki bardzo gwałtownie, tak zwanym cliffhangerem. Mnie osobiście się to podobało, zostawiało swego rodzaju niedosyt, niezaspokojoną do końca ciekawość, co sprawi, że na pewno sięgnę po kolejne tomy.

Rebecka Martinsson jako zimowa lektura bardzo się u mnie sprawdziła i serdecznie wam ją polecam.

Obie książki oceniam na: 4/5


niedziela, 9 listopada 2014

Rooms

Autorka: Lauren Oliver 
Ilość stron: 305


Czym jest ta książka? Nie jest wbrew temu co mówi tył okładki książką o duchach, a przynajmniej nie tylko o nich. Caroline Walker przyjeżdża wraz ze swoimi dorosłymi dziećmi do domu swojego zmarłego męża. Musi posprzątać dom, w którym kiedyś razem mieszkali, przegrzebać się przez masę wspomnień i pamiątek i zorganizować pogrzeb. I tak rozpoczyna się to dziwne opowiadanie o rodzinie Caroline, domu i duchach, które w nim goszczą.

„Rooms” jest naprawdę intrygujące i trudno mi jest dokładanie określić do jakiego gatunku ta książka należy. Autorka sama przyznała, że lubi bawić się narracją i perspektywami, sposobem opowiadania swoich historii, aspektem czasu. Może pół książki dzieje się już po, a dopiero drugie pół dzieje się przed? A może by powtórzyć ten sam dzień w kółko aż wydarzy się coś innego? Po 5 książkach Lauren Oliver nic mnie już nie zaskoczy.

„Rooms” podzielone jest na 11 części, każda dzieje się w jednym z pokoi domu, do tego dochodzą jeszcze różne postaci, z których wszystkie mają w tej powieści swój własny głos. 11 pokoi, narracje trzecioosobowe z punktu widzenia czterech domowników oraz pierwszoosobowe z punktu widzenia dwóch duchów mogłyby nieźle namieszać, a jednak książka była całkiem przejrzysta i skomplikowana konstrukcja jakimś cudem miała sens. Ciekawie było słyszeć tę samą historię z ust dwóch różnych bohaterów, zwłaszcza, gdy jeden z nich był duchem.

Duchy, ach, te duchy. Narracja pierwszoosobowa nadawała im aury wszechobecności i swego rodzaju górowania nad domownikami. Ciekawiły mnie i odstraszały zarazem, od początku wiemy, że coś skrywają, a jednak nie można nie czuć do nich sympatii, a może to jednak współczucie? Być uwięzionym w ścianach starego domu musi być nużące. Komentowały one zachowania domowników i tworzyły paralele do własnych przeżyć, przez co patrzyłam na całą historię innym okiem.
Rodzina Caroline jest dość przygnębiająca, wszyscy snują się smętnie po domu, próbując ukryć swoje słabości i uzależnienia od siebie nawzajem. Skrywają sekrety i pragnienia i aż chce się wykrzyczeć im w twarz „odezwijcie się do siebie!!!” Są masakrycznie dysfunkcjonalni, skłóceni i dalecy od ideału, a jednak pod koniec autorka skleiła z nich coś w stylu rodziny. Pokazała, że nie trzeba być idealnym, żeby trzymać się razem i bardzo mi się to podobało.

Styl pisarski autorki w tej książce był bardziej poetycki i melodyjny niż w poprzednich jej dziełach i fajnie wpasowywało się to w nietuzinkową strukturę książki.
Nie podobało mi się to, jak pod sam koniec autorka próbowała na siłę uczynić z tego pomysłu o pokojach metaforę. Wydaje mi się, że owinięcie historii wokół domu i pokoi wystarczyło i ta próba nadania temu jakiegoś znaczenia się moim zdaniem nie udała.
Książka nie jest typową ghost-story, kilkakrotnie udało jej się mnie zaskoczyć, mimo to brakowało mi czegoś, co uczyniło by tę książkę spójną całością. Może ilość perspektyw i rozwiniętych wątków miała z tym coś wspólnego, może to jak autorka zakończyła tę historię, ale nie byłam gotowa dać jej 4 gwiazdek. Nie rozczarowała mnie, była ciekawym doświadczeniem i dobrze się bawiłam, ale nie powaliła mnie na kolana.

Lauren Oliver będę kupować i czytać i kupować i czytać bez końca. Nie umiem tego wyjaśnić, ciągnie mnie do niej :).

Moja ocena: 3/5

sobota, 8 listopada 2014

Fall of Giants

Autor: Ken Follett
Ilość stron: 850
Seria: The Century Trilogy
Tom: 1

"Fall of Giants" opowiada historię pięciu rodzin w czasach, w których świat stał na skraju największej wojny w dotychczasowej historii ludzkości.
Rodzinę Williamsów z Fitzherbertami, arystokratycznymi właścicielami kopalni węgla, łączą romans i wrogość. Lady Maud Fitzherbert zakochuje się w Walterze von Ulrich, szpiegu w niemieckiej ambasadzie w Londynie. Ich losy splatają się z losem Gusa Dewar, młodego, ambitnego pomocnika prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki, Wooodrowa Wilsona. Dwóch osieroconych rosyjskich braci, Grigori i Lev Peshkov planuje emigrację do Ameryki, jednak ich plany zostają zniweczone przez wojnę, pobór do wojska i rewolucję.
Wraz z losami bohaterów śledzimy dzieje, które zmieniły świat na zawsze; Pierwszą Wojnę Światową, Rewolucję Październikową i walkę o prawa wyborcze dla kobiet.

Po książkę Kena Folletta chciałam sięgnąć już od bardzo dawna. Chodził za mną ten autor uparcie i za każdym razem, gdy widziałam którąś z jego książek w księgarni, czułam dziwne poczucie winy, że wciąż się za niego nie zabrałam. Na początku października byłam w podróży i znalazłam się w sytuacji w której nie miałam co czytać. Czekając na pociąg weszłam do księgarni z ochotą na coś długiego, coś wielowątkowego i przede wszystkim ciekawego- wzięłam do ręki „Fall of Giants” myśląc, że nie mam już żadnych wymówek, biorę się za to i koniec. Czy moja determinacja się opłaciła?
Jak najbardziej. Wszystko w tej książce jest takie żywe, wielobarwne i wielowymiarowe. Świat opisany jest tak szczegółowo, z tak ogromnym detalem i starannością, że nie sposób nie zatonąć w nim po otwarciu książki. Postaci były realistyczne, tchnęły życiem, a przede wszystkim niosły ducha tej historii, nadawały jej głębi. Pamiętam, że w szkole średniej nudził mnie ten okres historyczny przeogromnie, całkiem dosłownie zasypiałam na lekcjach, a jednak „Fall of Giants” czytałam z wypiekami na twarzy. Masa faktów historycznych doprawiona zakazaną miłością i intrygami, losy głównych bohaterów splatały się w nieoczekiwany i ciekawy, a nieraz nawet przerażający sposób.
źródło

Te czasy były tak ważne dla historii ludzkości, zmieniły tak wiele i naprawdę nie rozumiem, czemu podręczniki i nauczyciele historii nie są w stanie przedstawić tego tematu interesująco. Najciekawszy według mnie był opis tych kilku tygodni pomiędzy zabójstwem księcia Franza Ferdinanda i rozpoczęciem Pierwszej Wojny Światowej, kiedy wszyscy próbowali uniknąć wywołania wojny, a jednak nikomu się to nie udało. Stosunki międzynarodowe były tak zagmatwane, sojusze i alianse tak liczne i skomplikowane, że nie sposób było zapobiec katastrofie. Za decyzje, które podjęło kilkoro arystokratów, księciów i polityków musiały zapłacić miliony ludzi, co doprowadziło do buntu i rewolucji i spowodowało tytułowy upadek gigantów.

Książka podkreśla jak ważna jest polityka i nasz aktywny w niej udział, losy świata nie piszą się same, a każda historia jest historią nieprzewidzianych konsekwencji.

Podobał mi się szczery styl pisarski autora. Pisze on prostym językiem, bez owijania w bawełnę i osładzania rzeczywistości, zwłaszcza gdy pisze o kobietach.
Książka jest długa, co nas milieniowców z brakiem podzielności uwagi i cierpliwości do czegokolwiek może nieco odstraszać, ale warto zainwestować czas w „Fall of Giants”. Jest idealna na długie jesienne wieczory, a gdy przewrócicie tę 850-tą stronę, zrobicie to nie z ulgą, a ze łzami w oczach. Na pewno sięgnę po kolejne części trylogii i inne dzieła Folletta, przekonał mnie do siebie :) .

Moja ocena: 5/5



PS: Wybaczcie nieobecność. Shit happens. :*
                                                                                -A. 

niedziela, 7 września 2014

Ruin & Rising

Autorka: Leigh Bardugo
Ilość stron: 417

Stolica upadła.

Darkling rządzi Ravką ze swego Mrocznego Tronu. Teraz los kraju leży w rękach wycieńczonej Przywoływaczki Słońca, zhańbionego Łowcy i pozostałościach niegdyś wielkiej magicznej armii.
Głęboko w starożytnej sieci tunelów i jaskiń, osłabiona Alina jest zmuszona poddać się wątpliwej opiece Apparata i fanatyków, którzy widzą w niej Świętą. Nie próżnuje jednak, planując polowanie na legendarnego Ognistego Ptaka i nie porzucając nadziei, że wyjęty spod prawa książę żyje.

Alina będzie zmuszona stworzyć nowe sojusze i puścić w zapomnienie stare kłótnie, podczas poszukiwań ostatniego z magicznych wzmacniaczy Morozova. Jednak gdy rozpoczyna ona odkrywać sekrety Darklinga, odkrywa przeszłość, która na zawsze zmieni wszystko, co rozumiała o więzi pomiędzy nimi i mocy, którą przyszło jej władać. Ognisty Ptak jest jedyną rzeczą, która stoi pomiędzy Ravką a całkowitym zniszczeniem, i zdobycie go może kosztować Alinę przyszłość o którą walczy.

Druga część serii „Grisha” mnie zawiodła przeogromnie, brakowało mi:

1) asertywnej, ciekawej bohaterki
2) odpowiedzi na tysiące pytań i nieścisłości
3) motywu i jakiegoś określonego kierunku, w którym zmierza seria, których niestety nie widziałam pod koniec drugiej części, krótko mówiąc: żeby tu nie tylko o przystojnych facetów chodziło, ale o COŚ więcej ;D

Nie sądziłam, że to możliwe, ale otrzymałam to wszystko w „Ruin & Rising”. I pomyśleć, że prawie tej książki nie przeczytałam!

Alina jest zupełnie inną osobą w tej części, jest pewna siebie, wie czego chce i nie pozwala sobie rujnować planów bezsensownym romansowaniem z kim popadnie. Jej postawa oraz dynamika pomiędzy nią i Darklingiem zmieniły kompletnie moje nastawienie z "może coś z tego będzie" na "THIS-IS-AWESOME". Darkling był od początku serii moją ulubioną postacią i podobało mi się, jak wiele się o nim dowiadujemy w tej części.  

Do you think it would be any different with your tracker beside you? With that Lantsov pup?
Yes,” I said simply.
Because you would be the strong one?”
Because they are better men than you.”
You might make me a better man.”
And you might make me a monster.”

Znowu roiło się od plot-twistów, niektóre mi się podobały, niektóre nie. Po trzech książkach nagłe odwracanie akcji o 180 stopni stało się dla mnie swego rodzaju wizytówką autorki. Książka sama w sobie jest o wiele śmieszniejsza, nieraz zaśmiałam się na głos. Najbardziej zaskoczona byłam tym, jak wszystko wydało ułożyć się w całość, i jak wiele sensu nabrała ta historia - wszystkie drobnostki i niewyjaśnione wątki z dwóch poprzednich książek tutaj miały swoje rozwiązanie. Nawet styl pisarski mi się w tej części bardziej podobał.

Wielu ludziom "Ruin & Rising" się nie podobało ze względu na decyzję, jaką podjęła Alina, ale ja nie mogłabym sobie wyobrazić cudowniejszego zakończenia.  

„Ruin & Rising” bardzo mile mnie zaskoczyło, jestem ze względu na takie zakończenie gotowa polecać tę serię na prawo i lewo- loved it!!! :)  

Autorka podpisała kontrakt na kolejną trylogię obsadzoną w świecie Grishy; sięgnę po nią z przyjemnością.


Moja ocena: 5/5

sobota, 30 sierpnia 2014

Gone Girl

Autorka: Gillian Flynn
Ilość stron: 422

W ciepły letni poranek z North Carthage, Missouri, ma miejsce piąta rocznica ślubu Amy i Nicka Dunne. Pakowane są prezenty i robione rezerwacje, kiedy piękna i mądra żona Nicka znika. Mąż-Roku Nick sam sobie nie pomaga mając dziwne myśli o nachyleniu i kształcie głowy swojej żony, a wpisy z pamiętnika Amy ukazują, że jej perfekcyjna i zorganizowana natura mogła zdenerwować kogokolwiek.
Pod rosnącą presją policji i mediów- jak również rodziców Amy, którzy świata poza nią nie widzą- złoty chłopak miasteczka North Carthage prezentuje sobą niekończącą się listę kłamstw, oszustw i nieodpowiedniego do sytuacji zachowania. Nick jest dziwnie wykrętny i z pewnością zgorzkniały- ale czy jest on mordercą?

O „Gone Girl” słyszałam od bardzo długiego czasu, zanim sama się za tę książkę zabrałam. A to od nauczycielki, której się bardzo podobała, to od koleżanki, która stwierdziła, że zmarnowała czas i pieniądze. Więc nie bardzo wiedziałam co z tym zrobić, przeczytać to, nie tykać się tego? Zapomniałam o tej książce na parę miesięcy, i po lekturze „We Were Liars” E. Lockhart kliknęłam na YouTubie na wywiad z autorką na temat tego, co ją zainspirowało do napisania jej książki. E. Lockhart wymieniła kilka tytułów, „Gone Girl” między innymi, a że „We Were Liars” to chyba najlepsze, co w tym roku czytałam, stwierdziłam, że trzeba dać tej inspiracji szansę. Czy dobrze zrobiłam?

I tak, i nie. Mam mieszane uczucia co do tej książki, ponieważ jest z jednej strony genialna, a z drugiej taka sobie. Do pewnego punktu w książce niesamowicie wciąga, gra w mind-games z czytelnikiem, nigdy nie wiesz co jest prawdą, a co nie. Napięcie jest perfekcyjnie podbudowane, jeden szczegół prowadzi do drugiego, sekrety są odkrywane stopniowo i za każdym razem rzucają nowe światło na całość historii. Bardzo mi się to podobało, nie czytałam chyba jeszcze niczego w tym stylu, więc byłam w stanie jednego, wielkiego WOW.
Ale potem książka odbiła w kierunku innym, niż się spodziewałam i nie przypadł mi ten kierunek do gustu. Z jednej strony podziwiam to jak autorka potrafi prawie niezauważalnie przejść z jednego ekstremum do drugiego- kogo teraz nienawidzimy, kto jest podejrzany, o co tutaj chodzi? Ale z drugiej miałam takie kiepskie uczucie, że mogło z tego wyjść coś niesamowitego, a wyszło... takie coś. Takie meh.

Gregory McDonald powiedział kiedyś:

„Here's how you write a mistery novel: at the beginning you tell a lie, and by the end you tell the truth.”

W tym przypadku kłamstwo podobało mi się bardziej niż prawda.

„Gone Girl” jest ciekawie i starannie skonstruowana, postaci nie przypadły mi osobiście do gustu, ale były interesujące, dlatego koniec końców cieszę się, że to przeczytałam, choćby dlatego, ile szumu o tę książkę jest wszędzie wokoło. Ale jestem trochę rozczarowana.  

Moja ocena: 3/5

PS: Jestem bardzo ciekawa filmu. Zwiastun jest świetny i słyszałam, że scenarzyści kompletnie zmienili zakończenie, więc może dostaniemy to, czego zabrakło mi w książce?... Trzymam kciuki :)

czwartek, 17 lipca 2014

The Chaperone

Autorka: Laura Moriarty
Ilość stron: 402

Zaledwie kilka lat przed rozpoczęciem kariery sławnej aktorki filmów niemych oraz ikony swojej generacji, piętnastoletnia Louise Brooks opuszcza rodzinną Wichitę w Kansas, aby uczyć się tańca w prestiżowej Akademii Denishawn w Nowym Jorku. Ku jej zgrozie, towarzyszy jej 36-letnia przyzwoitka, która jest dla niej ni to matką, ni to przyjaciółką. Cora Carlisle, skomplikowna, ale bardzo tradycyjna kobieta, mająca swoje własne powody na podróż do Nowego Jorku, nie ma pojęcia w co się wpakowała. Młoda Louise, zachwycająco piękna, z czarnymi włosami przyciętymi na pazia i ze sławną prostą grzywką, słynie ze swojej arogancji i braku szacunku dla zwyczaju. Pięć tygodni, które spędzą w swoim towarzystwie, zmieni ich życie na zawsze.

Sięgnęłam po „The Chaperone” całkowicie przypadkowo. Skończyłam właśnie książkę, dzień zapowiadał się na długi, a że byłam poza domem, podbiegłam do pobliskiej księgarni, i na regale z książkami obcojęzycznymi znalazłam TO. Muszę przyznać, że aż do wygooglowania tejże osoby byłam przekonana, że Louise Brooks jest postacią fikcyjną. Nie znam się na kinie lat 20, bodajże najstarsze, co w życiu widziałam, to oryginalna wersja „Przeminęło z Wiatrem” z 1939, podkolorowana i z mówionym dialogiem, więc aż taka tortura to nie była.
Okazało się, że pani Brooks jak najbardziej istniała i ma za sobą dość burzliwą, ale jakże krótką karierę.

W książce była ona niesamowicie fascynującą postacią i oglądając później wywiady z nią, nie byłam w stanie wyjść z podziwu nad tym, jak wiernie oddała ją Laura Moriarty, zwłaszcza, że o jej nastoletnich latach wiadomo tylko tyle, ile sama o sobie powiedziała.

Sięgając po tę książkę, byłam bardziej zainteresowana właśnie podopieczną głównej bohaterki, Louise, niż protagonistką. Koniec końców bardziej polubiłam Corę. Obie kobiety są tak odmienne, że już bardziej się nie da, nie mówię tylko różnicy wiekowej, ale też sposobie patrzenia na świat, odwadze, wielu cechach charakteru. Książka ukazuje ich wzajemny wpływ na siebie w bardzo subtelny sposób. Cora będąc przez początkowe rozdziały książki typową przyzwoitką, próbuje pouczać Louise na temat tego, jak należy się zachowywać w towarzystwie, będąc młodą damą. Louise reaguje zadając podchwytliwe pytania i podśmiewuje się z Cory, dając jej tym samym do myślenia. 


Książka dość ciekawie przedstawia lat dwudzieste. Osobiście znałam tylko jedną książkę/film z akcją w tej dekadzie, „The Great Gatsby”, który pozostawił mnie w wierze, że lata dwudzieste były jedną wielką zabawą, unikaniem prohibicji i tańcowaniem do rana przy granym na żywo jazzie. Nic bardziej mylnego, jak dowiadujemy się z „The Chaperone”. Mająca za miejsce akcji Nowy Jork książka pokazuje nam fale imigrantów, sieroty biegające po ulicach miasta i policję strzelającą do ludzi z powodu choćby tylko PODEJRZENIA produkowania alkoholu. Za punkt widzenia mamy przeróżne warstwy społeczne, nie tylko bogaczy z West End, jak to było w „The Great Gatsby”.

Były to bardzo zagmatwane czasy, w których matki nosiły jeszcze gorsety, a ich nastoletnie córki ścinały włosy na krótko i nosiły sukienki do kolan. „The Chaperone” pokazuje to przejście świata z rąk jednej generacji do drugiej i podobało mi się to niezmiernie.

Moja ocena: 4/5

poniedziałek, 14 lipca 2014

I'm not proud of myself :/

Jeszcze nawet nie ma połowy lipca, a ja znowu nakupowałam książek jak dla wojska. Nie jestem z siebie dumna, czuję ten dziwny ciężar na sercu który ma coś wspólnego z poczuciem winy. Ogłaszam, że moja osoba ma od dnia dzisiejszego zakaz kupowania książek. Nie wolno mi, i tyle, bo to już przesada.


Od góry:

1) "When You Reach Me" - Rebecca Stead, książka dla dzieci, która była jedną z wielu inspiracji E. Lockhart do napisania "We Were Liars", nie mogłam sobie odmówić :)
2) "The Warrior Heir" - Cinda Williams Chima, książka miesiąca w BOOKSPLOSION Read-Along, zawsze te ich książki kupuję, i zawsze się wymijam z terminem, swierdziłam, że koniec, tym razem się ogarnę i przeczytam razem ze wszystkimi

3)"The Glass Sentence" - S.E. Grove, brzmi niesamowicie, na pewno niedługo się za nią wezmę :)
4)"The Treatment", tom drugi serii "The Program", moja recenzja pierwszej części tutaj
5) "Clockwork Princess" - Cassandra Clare
6) "Clockwork Prince" - Cassandra Clare, książki z serii "The Infernal Devices" posiadałam do tej pory tylko jako e-booki, teraz mogę je DOTKNĄĆ 0_0



Oh, myśleliście, że to koniec? Surprise, surprise.

Od góry:

1) "San Miguel" - T.C. Boyle
2) "Great Expectations" - Charles Dickens
3) "The Chaperone" - Laura Moriarty
4) "Clockwork Angel" - Cassandra Clare
5) "Ruin & Rising" - Leigh Bardugo, tom trzeci trylogii Grisha

I need help.

Znaleźliście coś dla siebie? Czytaliście coś z tego, polecacie coś w szczególności? Dajcie znać w komentarzach! :)

niedziela, 6 lipca 2014

Never Fade

Autorka: Alexandra Bracken
Ilość stron: 507
Seria: The Darkest Minds
Tom: 2

Ruby nigdy nie prosiła o moce, które prawie kosztowały ją jej życie. Teraz musi używać ich na każdym kroku, wkradając się do umysłów swoich wrogów i prowadząc niebezpieczne misje, mające na celu zniszczenie skorumpowanego rządu. Inne dzieci w Lidze nazywają Ruby „Przywódcą”, lecz ona sama wie czym jest naprawdę: potworem.  
Gdy Ruby zostaje powierzony wielki sekret, wyrusza ona na najniebezpieczniejszą misję, jaką przyszło jej poprowadzić: musi ona opuścić Ligę, by zdobyć informacje dotyczące choroby, która zabiła większość amerykańskich dzieci. Informacje te znajdują się na karcie pamięci w posiadaniu Liama Stewarta, chłopaka, który kiedyś był dla Ruby całym światem, a dziś nawet nie wie kim ona jest.


Początek „Never Fade” jest dość skomplikowany i miałam trudności z połapaniem się co do tego, gdzie Ruby się znajduje, z kim dokładnie w danej scenie rozmawia, ile czasu minęło od zakończenia pierwszego tomu serii, etc. Nie przeczytałam opisu z tyłu książki, co wam radzę zrobić, ponieważ nie zdradza za wiele, a daje fundament niezbędny dla zrozumienia o co w pierwszych rozdziałach w ogóle chodzi. Oczywiście można się kręcić po omacku i próbować zrozumieć samemu, ale styl pisania Alexandry Bracken tego nie ułatwia. Wprowadzonych zostało wiele nowych postaci, było ich generalnie w całej powieści dużo, zwłaszcza na początku i dialog pomiędzy nimi bywał mylący. Nie wiedziałam nieraz o kim mowa, kto się teraz wypowiada, do kogo w ogóle mówi?

Klimat książki jest bardzo odmienny do tego z „The Darkest Minds”, sytuacje w jakich Ruby się znajduje, jej nastawienie do siebie samej i ludzi wokoło się zmieniły. O ile pierwszy tom skupiał się więcej na postaciach i ich rozwoju, o tyle „Never Fade” zmierza w bardziej ogólnym kierunku, dowiadujemy się więcej o dystopijnym świecie powieści, systemie i sytuacji politycznej, sama Ruby jest bardziej aktywna w tym zakresie, pokazuje część siebie, o której w „The Darkest Minds” nie mogło być mowy.  
Książka napakowana jest akcją, ciągle coś się dzieje, trochę za dużo, jak na mój gust. Wolałabym, żeby zostało usuniętych kilka mylących scen akcji i ucieczki, i w zamian za to zostało wyjaśnione to i owo. Nieraz gdy Ruby doszła do jakiegoś wniosku, bazując na tym co się właśnie lub wcześniej w książce wydarzyło, nie było to dla mnie do końca logiczne i nie potrafiłam „połączyć kropek” tak jak zrobiła to bohaterka. Wydawało się to bardzo wymuszone.

Ogólnie była to dla mnie książka dość nijaka, zabrakło elementów, które sprawiły, że „The Darkest Minds” tak mi się podobało.

Tom trzeci, „In The Afterlight” ma swoja premierę w październiku i pewnie sięgnę po niego ze względu na Ruby i Liama, ale entuzjam, jakim obdarzyłam tom pierwszy serii niestety wygasł.

Moja ocena: 3/5

wtorek, 1 lipca 2014

June Book Haul & Reading Slumps

Czerwiec był dziwny, nie przeczytałam za wiele. Dalej nie umiem otrząsnąć się z dziwnego uczucia nostalgii, które mnie ogarnęło po ukończeniu szkoły.

Wpadłam w typowy reading slump, nic mnie nie ciekawiło, wolałam oglądać seriale, niż przewrócić kilka stron jakiejkowiek książki, sięgnęłam więc po mój all time favourite- "Cień Wiatru", Carlosa Ruiza Zafona. Kocham tę książkę jak żadną inną na tym świecie i coś mi się zdaje, że tak już zostanie :)

"Cień Wiatru" pomógł odrobinę, może i nie rzuciłam się na książki, ale ponownie zwróciłam na nie uwagę, co zaowocowało małymi zakupami.



Nic wielkiego się niestety nie wydarzyło, kupiłam trochę tu, trochę tam, tylko dwie YA, reszta nieco random.



















Od góry:

1) "The Awakening" - Kate Chopin
2) "Age of Innocence" - Edith Wharton (niemieckie wydanie)
3) "A Good School" - Richard Yates
4) "We Were Liars" - E. Lockhart
5) "The Evolution of Mara Dyer" - Michelle Hodkin
6) "The Merciless" - Danielle Vega
7) "The Confessions of Max Tivoli" - Andrew Sean Greer (niemieckie wydanie)

Myślę, że niedługo sięgnę po "The Evolution of Mara Dyer", z czystej ciekawości. "The Unbecoming of Mara Dyer", tom pierwszy serii, był według mnie totalną klapą, byłam tak zawiedziona i rozczarowana, że nawet mi się o tym nie chciało recenzji pisać. Tego samego zdania była astridthebookworm, BookTuberka o podobnym do mojego guście. Astrid sięgnęła po tom drugi i wyszła z tego doświadczenia cała i zdrowa, w dodatku twierdząc, że druga część jest o wieeeeele lepsza i dając jej 4/5.

*Intrigued*

Swierdziłam, że muszę się dowiedzieć, co też takiego się w tym drugim tomie dzieje, bo "Mara..." nie jest zła. Ma ogromny potencjał, ale nic z nim nie robi i go nie rozwija, co może być dość irytujące. Zobaczymy.

Znaleźliście coś dla siebie? Czytaliście coś z tego? Dajcie znać w komentarzach!

poniedziałek, 30 czerwca 2014

What's the thing with TFIOS?

Autor: John Green 
Ilość stron: 313

Mieszkam za granicą, nie wiem więc za dokładnie co się w Polsce dzieje w związku z „Gwiazd Naszych Wina”, ale u mnie jest SZAŁ. Ma to na pewno wiele wspólnego z tym, że film miał premierę około miesiąca temu i co druga nastoletnia osoba spędza tu pół dnia na YouTubie, na którym to pan John Green, autor wyżej wymienionej książki, jest dość znaną osobistością. Szanuję i podziwiam pana Greena, nie mam najmniejszego zamiaru obrażać go, bądź też jego dzieła, którego bronią rzesze wiernych fanów. Chciałam tylko wyrazić moje zdanie, ponieważ po to ten mój blog nieszczęsny założyłam, a prawda jest taka, że ja do fanów książek pana Greena nie należę. Uważam też, że „Gwiazd Naszych Wina” ma kilka dość oczywistych i widocznych gołym okiem wad, które mnie dźgały w duszę za każdym razem, gdy się na nie natykałam i pomimo miesięcy rozmawiania z innymi czytelnikami tej książki i przeglądania Tumblr'a, for internetowych itd., nie znalazłam za dużo osób śmiejących wyrazić negatywną opinię o „GNW”. Gdy się już ktoś taki pojawił, natychmiast zostawał zasypywany bądź to obelgami ze strony „fanów” książki, bądź też zarzucany tekstami typu „nie zrozumiałeś książki”, „nie potrafisz wczuć się w główną bohaterkę”, „nie rozumiesz tego, nie rozumiesz tamtego, bla, bla, bla...”.  

Ok, here's the deal. Podeszłam do tej książki bardzo otwarta na coś nowego, świeżego, nie miałam za wiele oczekiwań, nie wiem za wiele o pacjentach z rakiem, więc na serio, mógł mi pan Green w tym momencie sprzedać WSZYTSKO. A nie sprzedał mi nic. Przeczytałam „GNW” dwa razy, za drugim razem sprawdzałam każdą stronę z uwagą godną średniowiecznego mnicha, szukając mądrości i poruszających morałów, które przegapiłam z początku, bo „nie zrozumiałam”. 

I nie znalazłam nic dla siebie niestety. Jest w tej książce mnóstwo symboliki, której nie pojmuję, jak choćby znaczenie Petera van Houtena, Some infinities are bigger than other infinities”, analogia Hazel i Anny- czy ta analogia coś znaczy? Czy Augustus też miał jakieś symboliczne lub metaforyczne znaczenie, z racji tego, jak sztuczna i papierowa była jego postać?
Skoro jesteśmy już przy postaciach, wydawały mi się płaskie, przerysowane, nie mogłam się w ogóle zaangażować w relację pomiędzy Hazel i Augustusem, było to strasznie suche. Czasem ktoś powiedział coś praaawie zabawnego, ale przeważnie było nudno, przewidywalnie i miałam przeczucie, że (please don't kill me) czytam coś, co CHCE być książką. Coś, co za wszelką cenę CHCE być poruszające, pełne morałów, romantyczne, mądre i wypełnione symboliką skłaniającą do rozmyślania nad życiem. Czułam, że ta książka mi się narzuca, że koniecznie chce mnie zauroczyć, sprawić, że wykrzyknę wooooow. Ale no kurdesz, nie udało jej się i nie wiem co z tym zrobić, bo wierzcie mi, mimo całej mojej zgryźliwości i dziobania, ja naprawdę mam ogromną ochotę tę książkę polubić. Ale nie potrafię, bo jest to dla mnie za suche, jak parodia czegoś, czym miało być, naśladowca, try-hard.

Cenię tę książkę za to, co znaczy dla milionów ludzi, za historię, która w gruncie rzeczy przyczynia się do tworzenia społeczności i skłoniła wielu moich przyjaciół do przeczytania jej, choć w życiu ich wcześniej z książką nie widziałam.

Ale nie cenię jej za wartość literacką. Over-hyped i tyle. 

Moja ocena: 3/5

PS: HOW HOT IS THIS GUY???  It should be illegal.

środa, 11 czerwca 2014

City of Heavenly Fire

Autorka: Cassandra Clare
Ilość stron: 725
Seria: The Mortal Instruments
Tom: 6

!!!SPOILERY POPRZEDNICH CZĘŚCI SERII!!!

Sebastian Morgenstern nie traci ani chwili, systematycznie kierując Nocnych Łowców przeciwko im samym. Posiadając Piekielny Puchar może on przeistaczać Nocnych Łowców w istoty z horroru, rozdzierając przy tym rodziny i ukochanych i wzmacniając szeregi swojej armii Mrocznych.
Osaczeni Nocni Łowcy wycofują się do Idris- jednak nawet sławne Wieże Demonów nie są w stanie utrzymać Sebastiana poza granicami. Kto będzie bronił świat przed demonami, jeśli Nephilim są uwięzieni w Idris?
Gdy jedna z największych zdrad w historii Nephilim zostaje odkryta, Clary, Jace, Isabelle, Simon i Alec muszą uciekać- nawet jeśli ich podróż zabierze ich głęboko do Krain Demonów, gdzie żaden Nocny Łowca nie postawił jeszcze stopy, i skąd nie wrócił żaden człowiek.

Szóstej części cyklu The Mortal Instruments oczekiwałam bardzo bardzo. Miałam ogromną nadzieję na zadowalające zakończenie, coś co łamie serce, ale je jednocześnie koi, krótko mówiąc wizytówka Cassandry Clare, jeśli chodzi o zakończenia serii. Czy to otrzymałam?

Główna bohaterka się nic a nic nie zmieniła, Clary uwielbia wchodzić prosto w oczywiste pułapki i dawać się złapać, co mnie niesamowicie irytowało, ale z drugiej strony, gdyby ta dziewczyna się tak na wszystko nie porywała, nie byłoby połowy akcji w tej książce :D. Humor jak zwykle w książkach pani Clare świetny, w tej był on przegenialny. Nieraz zaśmiałam się na głos, daję za to OGROMNY PLUS. Mam wrażenie, że kulminacja miała wyjść epicko i z patosem, wyszła moim zdaniem okej. Nie ma się do czego przyczepić, ale fajerwerków też bym nie odpaliła. Książka, jak i cała seria podobała mi się głównie ze względu na postaci, które są tak nietuzinkowe i przesympatyczne, że nie mogłam przestać czytać. Natomiast do zakończenia, którego TAK się bałam, nie mam absolutnie nic. Było przesłodkie, przefajne, przeidealne, loved it.

Książki z serii „The Mortal Instruments” mają swoje wady, zwłaszcza te pierwsze, dlatego rozumiem ludzi, którzy po przeczytaniu pierwszej części stwierdzili, że to nie dla nich. Mnie samą do dalszej lektury motywowała tylko „faza” na te książki oraz czysta chęć zrozumienia, co też ludzie w tym widzą. Jednak cieszę się, że po nie sięgnęłam. Ta historia jest jak wino, im dłużej postoi, tym lepiej smakuje.

Osobiście uważam, że książki z serii „The Infernal Devices” są trochę lepsze, z powodu miejsca akcji (Londyn, XIX wiek ^^), postaci, które bardziej przypadły mi do gustu, legendarnego trójkąciku miłosnego, multum innych powodów. Dlatego najbardziej w „City of Heavenly Fire” podobał mi się splot z serią TID oraz wstęp do najnowszej serii autorki, „The Dark Artifices”, który jest całkiem obfity w detale. Poznajemy Emmę i Juliana, tło ich znajomości, cały prolog jest poświęcony właśnie im.

Znalazłam też maleńką wspominkę o bohaterach kolejnej serii autorki, „The Last Hours” (ma kobieta wenę), James'ie i Lucie, kimkolwiek są.

Cassandra Clare stworzyła świat, którego nie zamierza póki co porzucić i nie mogę powiedzieć, żebym miała coś przeciwko.

Moja ocena: 5/5

PS: Jeśli czytaliście TID, może zrozumiecie. Nieźle się uśmiałam:

"The Herondales have always been a family more prized for their jawlines, than their intelligence. As for the Lightwoods, the less said, the better. Generations of idiots.  

poniedziałek, 2 czerwca 2014

The Ring & The Crown

Autorka: Melissa de la Cruz
Ilość stron: 384

Księżniczka Marie-Victoria, dziedziczka Liliowego Tronu, i Aelwyn Myrddn, nieślubna córka Wielkiego Maga Anglii wychowały się razem. Która z nich będzie rządzić, a która służyć?

Spokojna i delikatna, Marie nigdy nie potrafiła dorosnąć do oczekiwań swojej matki, królowej Eleanor Drugiej, Najwyższej Władczyni Franko-Brytyjskiego Imperium. Z pomocą swojego Naczelnego Merlina, Emrysa, Eleanor udało się zachować całkowitą kontrolę nad jedynym źródłem magii na świecie. Rządzi ona najpotężniejszym imperium w historii świata.

Lecz nawet z pomocą magii Emrysa, przedłużone życie Eleanor dobiega końca. Księżniczka Marie-Victoria musi wyjść za mąż i sprowadzić na świat dziedzica, lub Imperium będzie narażone od strony ich największego wroga, Prusów. Oba królestwa muszą się zjednoczyć, aby zakończyć wojnę, i jedynym rozwiązaniem jest połączenie Marie i księcia Leopolda VII, dziedzica pruskiego tronu. Ale Marie od zawsze kochała Gilla, jej przyjaciela i żołnierza Gwardii Królewskiej.

Wspólnie, Marie i Aelwyn, potężna czarodziejka, wymyślają plan. Aelwyn przybierze twarz Marie, umożliwiając księżniczce ucieczkę z Gillem oraz spokojne życie, którego zawsze pragnęła. Zaś Aelwyn dostanie to, o czym zawsze marzyła- szansę na panowanie królestwem. Ale dworskie intrygi i żądza władzy w Lenoriańskiej Anglii są głębsze niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić.

Ostatecznie na dworze Eleanor liczy się tylko jedna zasada; nie ufaj nikomu.

„The Ring & The Crown” ma dość ciekawą strukturę, książka składa się z wielu wątków i wielu punktów widzenia, jest tu 5 narratorów, każdy ma dosyć odmienną historię, a jednak wszystkie składają się w całość. Przypomina mi to nieco strukturę „Gry o Tron”, gdzie jest multum postaci, wiele wątków pobocznych i wszystkie zmierzają w jednym, bądź podobnym kierunku. Jednak zamiast fantastycznego świata Westeros mamy tu arystokratyczne towarzystwo Londynu na początku XX wieku. Powieść skupia się na postaciach kobiecych, na ich losach i bezsilności wobec wieloletnich tradycji i oczekiwań społeczeństwa, które zmuszone są spełnić, by w nim pozostać.


Pierwsze ¾ tej książki jest cudowne, nie byłam w stanie jej odłożyć. Sezon Londyński, wielkie bale, herbatki, przyjęcia ogrodowe i polowania, do tego ta atmosfera przepychu, arystokracji, pięknych sukien i przystojnych kawalerów. Za same pierwsze 300 stron tej książki byłabym gotowa dać jej 5/5. Ale jak wiadomo, książka to multum czynników i jednym z najważniejszych jest zakończenie. A ja ostatnie 70 stron tej książki miałam ochotę odrąbać siekierą.
Wyobraźcie sobie książkę, która zapowiada się świetnie, bardzo wam się podoba, dumacie nad tym, jak się skończy i nagle BAM. Autorka wam takie ***** zapodała, że w pewnym momencie byłam przekonana, że robi to z jakąś ironiczną intencją nabijania się z własnego „dzieła”. Nie. Po prostu nie.

Miałam kilka ulubionych postaci, których istnienie w obliczu takiego zakończenia nie ma sensu. Autorka stara się zakończyć książkę swego rodzaju lekcją moralną na temat obowiązku, jaki przychodzi wraz z władzą, czego się w ogóle nie spodziewałam. Ja się niczego w tym zakończeniu nie spodziewałam. Nie wiem, dom jej się palił że coś takiego napisała? Jaki edytor, jaki wydawca nie widzi tu tej profanacji??? Taka fajna historia, takie kiepskie zakończenie.
Polecam, jeśli podoba wam się tematyka, ale dla własnego dobra przestańcie czytać od strony 306. Tego zakończenia to ja nie wybaczę.

Moja ocena: 2/5

piątek, 30 maja 2014

shameless CoHF #selfie


HOLY CRAP!!!!!!!! Mam "City of Heavenly Fire"!!!
Nie, wcale nie wstałam o 8 rano mimo dnia wolnego i nie usiadłam przy oknie od frontu z kubkiem kawy i książką czekając na kuriera. Nope.
Nareszcie mam, i aż boję się ją otworzyć. Zerknęłam tylko na prolog, przeczytałam pierwsze zdanie i za dużo feelsów. Zatrzasnęłam ją. I nie otworzę już dziś, nie mogę. Nie potrafię. >_<



Sneak Peek na już wspomniany prolog. Książka ma 725 stron i jest w porównaniu do większośći moich książek MASYWNA.

Nie wiem, kiedy się do niej zabiorę, podejrzewam, żę będę to odkładać do momentu w którym spoilery opanują Internet i będę zmuszona się za nią wziąć.



Czytacie książki Cassie Clare? Podobają wam się?
Dajcie znać w komentarzach :)

I hope you have the loveliest day!!! :*

-A.









środa, 28 maja 2014

The Program

Autorka: Suzanne Young
Ilość stron: 405

W świecie Sloane, prawdziwe emocje są zabronione, samobójstwo wśród nastolatków stało się epidemią i jedynym rozwiązaniem jest Program.

Sloane wie, że nie wolno jej płakać przed ludźmi. W czasach, w których samobójstwo wśród nastolatków stało się międzynarodowa epidemią, jeden wybuch może sprawić, że wyląduje w Programie, jedynej terapii o udowodnionym działaniu. Rodzice Sloane stracili już jedno dziecko; wie ona, że zrobią wszystko, by utrzymać ją przy życiu. Wie również, że każdy, kto przetrwał Program, wraca jako pusta kartka. Ponieważ znika nie tylko ich depresja- ale też ich wspomnienia.

Będąc pod ciągłą obserwacją w domu i szkole, Sloane udaje odważną i trzyma swoje emocje ukryte najgłębiej jak się da. Jedyną osobą przy której Sloane może być sobą jest James. Obiecał, że nie pozwoli by cokolwiek im się stało i że zrobi wszystko, by uniknęli terapii, a Sloane wierzy, że ich miłość jest wystarczająco silna, by przetrwać. Lecz pomimo obietnic, które sobie złożyli, ukrywanie prawdy staje się coraz trudniejsze. Oboje słabną, zaczynają poddawać się depresji, a Program ma ich na oku.

Jestem tylko człowiekiem, żyję w stuleciu, w którym estetyka i to, czy coś jest przyjemne dla oka mają spore znaczenie, więc pierwsze co robię to osądzam po okładce. Niestety. A okładka „The Program” nie zachwyca. Opis też nie za bardzo, tak więc pewnie w ogóle bym po tę książkę nie sięgnęła. I nie wiem, czy to dobrze, czy źle.
Czego się spodziewałam: lekkiej, trochę bezsensownej dystopii, no bo jak tu zbudować realistyczny świat wokół idei samobójstwa jako epidemii? I to tylko u jednej grupy wiekowej? U nastolatków? Wzięłam to ze sobą na szkolną wycieczkę do muzeum, żeby czytać w pociągu, nie mając żadnych oczekiwań, poza tekstem na tyle wciągającym, żebym nie musiała przez 30 min gapić się w okno.
The Program” wciąga od pierwszej strony, mimo dość oryginalnej tematyki akcja książki jest bardzo linearna, nie ma jakiś zastojów, rozdziałów o niczym itp. Sama historia ma strukturę „trzech aktów” , każdy tak zupełnie inny od poprzedniego, że trudno było mi uwierzyć ile może się zdarzyć przez 20 stron książki.
Związek Jamesa i Sloane jest bardzo realistyczny i przekonujący, są oni jedną z najsłodszych par książkowych, o jakich czytałam. Bardzo łatwo przywiązałam się do postaci, co mi wcale na dobre nie wyszło, bo ta książka łamie serce z każdym kolejnym rozdziałem.


Dość ważnym tematem jest tutaj unikanie okazywania emocji, udawanie, że wszystko jest w porządku, mimo że wcale nie jest. Myślę, że każdy kiedyś znalazł się w sytuacji, w której wolał uśmiechnąć się mimo woli, niż rozmawiać o problemach, bo wie, że rozmawianie o nich jeszcze wszystko pogorszy. Sloane usilnie stara się ignorować wszystkie złe rzeczy i wydarzenia w jej życiu i skupić się na pozytywach, ponieważ wie, że tylko tak przetrwa. Wie, że jeśli zacznie rozmyślać o wszystkim, co poszło źle, depresja zasypie ją niczym lawina.
Historia Sloane z jednej strony kipi emocjami, a z drugiej są one tak prawdziwe i dziewczyna tak bardzo stara się je ukryć, że nie jest to przesadzone, nie ma tu nadmiernego, niepotrzebnego dramatu.

The Program” bardzo mile mnie zaskoczyło, jest to książka intrygująca, nowa, świeża, nie da się jej odłożyć i mimo subtelności potrafi nieźle namieszać w głowie. Osobiście bardzo tę książkę przeżyłam i też nie za bardzo mam ochotę ją komuś polecić, ponieważ „The Program” jest jednocześnie jedną z najsmutniejszych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Jest ciężka, ale genialna.

Moja ocena: 5/5

sobota, 17 maja 2014

Cruel Beauty

Autorka: Rosamund Hodge
Ilość stron: 345

Od dnia jej narodzin Nyx zaręczona jest ze złym władcą swojego królestwa, wszystko z powodu nieprzemyślanej umowy zawartej przez jej ojca. I od dnia narodzin była szkolona by go zabić.
Nie mając wyboru poza wypełnieniem swojego obowiązku, Nyx ma żal do rodziny, za to, że nawet nie próbowali jej ocalić i jest zła na siebie, że nie potrafi dumnie spojrzeć w oczy swojemu przeznaczeniu. Mimo to, w swoje siedemnaste urodziny Nyx opuszcza wszystko co kiedykolwiek znała, by poślubić potężnego, nieśmiertelnego Ignifexa. Jej plan? Uwieść go, zniszczyć jego zaczarowany zamek i złamać 900- letnią klątwę którą rzucił na jej lud.
Jednak Ignifex nie jest taki, jak Nyx sobie wyobrażała. Podejrzanie czarujący lord ją urzeka, a jego zamek- ciągle zmieniający się labirynt magicznych pokoi- ją fascynuje.
Podczas jej prób uwolnienia swojego kraju poprzez odkrycie sekretów Ignifexa, Nyx odkrywa jedynie, że nie potrafi mu się oprzeć. Nawet jeśli może sobie pozwolić na miłość do jej największego wroga, jak mogłaby porzucić swój obowiązek pozbawienia go życia? Czas ucieka, a Nyx musi podjąć decyzję: co jest ważniejsze, przyszłość jej królestwa, czy mężczyzna, którego nigdy nie powinna była pokochać?

Patrząc na tę okładkę i czytając opis z tyłu książki myślałam, że wiem, czego się spodziewać. Typowego romansidła YA, niezbyt asertywnej bohaterki i cukierkowego zakończenia. I czytając tę książkę aż się do siebie uśmiechnęłam na myśl, że bardziej się nie mogłam pomylić.
Jest to mieszanka „Pięknej i Bestii” z elementami mitologii greckiej, pełna zwrotów akcji i nieoczekiwanie rozwiniętych wątków pobocznych. Aż do samego końca trudno przewidzieć w jakim kierunku zmierza akcja, autorka zaskakuje non stop. Książka jest nieźle zagmatwana i łatwo się pogubić, jeśli czyta się ją szybko i bez namysłu, co niestety sama zrobiłam. Jeśli sięgniecie po „Cruel Beauty” czytajcie może niekoniecznie powoli, ale na pewno z uwagą. Jest tu mnóstwo przepowiedni, legend o ukrytym znaczeniu i trochę żałuję, że nie pomyślałam co nieco i dałam się autorce „wytrollować”. Raz bym to przełknęła, ale nie co dwa rozdziały!


Nyx, główna bohaterka też zaskakuje. Nie wariuje z miłości zapominając o wszystkim innym, tak, jak się tego spodziewałam. Obowiązek wobec rodziny wręcz spędza jej sen z oczu i dodaje tu nieco dramatu i frustracji. Dziewczyna zrobiła praktycznie wszystko po swojemu, mimo że głośniej już na tę książkę krzyczeć nie mogłam i chyba dlatego ją tak polubiłam. Nyx, jej historia i świat w którym się dzieje odstają od kanonu YA pod każdym względem. Zupełnie się tej książki nie spodziewałam i wszystko co myślałam, że wiem, autorka wyśmiała i przewróciła do góry nogami.  
Polecam podejść do tego bez oczekiwań i z otwartym umysłem, bo „Cruel Beauty” jest po prostu inne. Czyta się ją trochę jak baśń, trochę jak zagmatwaną grecką tragedię i bardzo mi się to podobało. Mam ogromną ochotę przeczytać ją jeszcze raz. :)

Moja ocena: 5/5

poniedziałek, 12 maja 2014

Bout of Books 10.0

Napisałam dziś ostatnią w życiu klauzurę (taki trochę większy test, coś jak egzamin semestralny?...) i od teraz chadzam już tylko do szkoły, żeby wszytskich zaszczycić swoją osobistością. NIC się tam nie dzieje, nauczyciele puszczają jeden film po drugim i wszyscy odliczają tylko dni do rozdania dyplomów.
Z tego powodu biorę w tym tygodniu udział w Bout of Books Read-A-Thon, maratonie czytelniczym na dość luźnych zasadach. Trzeba po prostu czytać więcej niż zazwyczaj i publikować gdzieś progres- w moim przypadku goodreads. :)
Tutaj krótkie wyjaśnienie z oficjalnego bloga:

The Bout of Books read-a-thon is organized by Amanda @ On a Book Bender and Kelly @ Reading the Paranormal. It is a week long read-a-thon that begins 12:01am Monday, May 12th and runs through Sunday, May 18th in whatever time zone you are in. Bout of Books is low-pressure, and the only reading competition is between you and your usual number of books read in a week. There are challenges, giveaways, and a grand prize, but all of these are completely optional. For all Bout of Books 10 information and updates, be sure to visit the Bout of Books blog. - From the Bout of Books team

Zglosić możecie się TUTAJ.

Planuję przeczytać 3 całe książki i skończyć "Shiver", którego zostało mi jeszcze 100 stron.

Wybrałam:

1)"Never Fade" -Alexandra Bracken
2) "Cruel Beauty" - Rosamund Hodge
3) "Stolen" - Lucy Christopher
4) już wspomniane "Shiver"- Maggie Stiefvater

Wish me luck!!! :)



sobota, 10 maja 2014

Oops...(kolejny Book Haul)

Nie umiem się niestety opanować, jeśli chodzi o zakupy książowe. Usłyszę o czymś, ktoś coś poleci i BAM. Zamówienie na 10 książek. Dotyczy to zwłaszcza mojej ulubionej vloggerki książkowej, polanabananasBOOKS, która mimo "poland" w nazwie, nie ma nic z Polską wspólnego. A szkoda. Fajnie by było :D. W tym stosiku znajdują się aż 4 książki z jej rekomendacji, numery 2,3,4 oraz 6.


Od góry:
1) "Stolen" - Lucy Christopher
2) "The Ring & The Crown" - Melissa De La Cruz, z przepiękną okładką, zdjęcie tutaj
3) "Cruel Beauty"- Rosamund Hodge
4) "Rebel Belle" - Rachel Hawkins
5) "The Program" - Suzanne Young, o tej książce słyszałam póki co tylko na Tumblr'ze, znacie ją? Opinie?
6) "Daughter of Smoke & Bone"- Liani Taylor

Z rekomendacji koleżanki kupiłam na Kindle "Shiver" Maggie Stiefvater. Jej się bardzo podobała, ale ja sama czytam ją już tygodnia i jest taka... meh. Ciągnie mi się niemiłosiernie, na pewno niedługo ją zrecenzuję.

I to by było na tyle. :) Znaleźliście coś dla siebie?
Wstawiam takie posty dość często w porównaniu do np. recenzji,czy ciekawostek, lubicie coś takiego? Byłabym wdzięczna za feedback :)

Sama uważam, że takie zakupy są fajną prezentacją tego, co dana osoba lubi czytać, można też często znaleźć tytuły, które nas samych zaciekawią. Jeśli jednak was to nudzi, dajcie znać. :)


Mam profil na Goodreads, i jestem tam dość często, jeśli chcecie wiedzieć co aktualnie czytam, zapraszam.

Wyniki konkursu z "Panic"

Dziękuję wszystkim za udział w konkursie! Wasze odpowiedzi posłużą mi za pomoc przy wyborze następnej książki do zrecenzowania. :) Tyle tego mam, że sama nie umiem się zdecydować. ;D

Tymczasem nagrodę otrzymuje:

Cora Linn




Gratuluję! Mail już wysłany :) Miłej lektury!



niedziela, 4 maja 2014

The Dead and The Gone & This World We Live In

Autorka: Susan Beth Pfeffer
Ilość stron: 308
Seria: Last Survivors
Tom: 2

Druga książka z serii „Last Survivors” autorstwa Susan Beth Pfeffer dzieje się w tym samym czasie co „Life As We Knew It”, przedstawia jednak historię Alexa Morales, 17-latka pochodzącego z Puerto Rico, który w czasie kolizji asteroidy z księżycem znajduje się w Nowym Jorku. Gdy jego rodzice znikają podczas pierwszych kilku dni po katastrofie, Alex musi zająć się dwiema młodszymi siostrami i zadbać o ich bezpieczeństwo w mieście, w którym z czasem zaczyna brakować czystej wody, jedzenia i leków. Chłopak bierze na siebie ogromną odpowiedzialność, przy czym ogromną pomocą jest dla niego jego wiara.

Pierwsza książka Susan Beth Pfeffer z tej serii mnie zachwyciła (LINK), po lekturze nie wiele się zastanawiając zamówiłam kolejne dwie części. Otworzyłam „The Dead and The Gone” i tu czekała na mnie pierwsza niespodzianka. Nigdzie nie było ani słowa o Mirandzie, bohaterce pierwszej książki. Mało tego, książka ta wraca do dnia katastrofy i od tego momentu toczy się jej akcja. Nie jest to więc niestety nic dla kogoś, kto zastanawiał się co się DALEJ działo z Mirandą, bo ani tego „dalej”, ani jej w tej książce nie ma.  

Jest za to Alex, który w ogóle nie przypadł mi do gustu. Chłopak ma stypendium w elitarnej katolickiej szkole, jest wiceprzewodniczącym swojego rocznika i planuje karierę jako pierwszy portorykański prezydent Stanów Zjednoczonych. Jest straszliwie ambitny, nie chadza na szkolne potańcówki i randki, bo woli zarobić parę groszy pracując wieczorami w pizzerii. Gdy zaczynają się problemy ze znalezieniem jedzenia, jedyną myślą Alexa zdaje się być pozbycie się sióstr, oddając je do klasztoru, żeby nie musieć się o nie martwić. Z jednej strony go nie winię, ma tylko 17 lat i spadło na niego sporo odpowiedzialności, ale z drugiej wysłanie własnych sióstr w jakieś obce miejsce w czasach, w których nic już nie jest pewne i bezpieczne wydawało mi się czystą głupotą, nietypową dla kogoś ponoć tak inteligentnego.

Reszta postaci, z siostrami Alexa na czele jest przedstawiona strasznie płasko i w efekcie nie było w tej książce żadnej, którą jakoś specjalnie polubiłam. Książka nie wyjaśnia również zbyt wiele w związku z samą katastrofą, a powinna, jako, że nie ma za wiele wspólnego z pierwszą książką, poza głównym tematem. Zniknęła również forma pamiętnika, która tak mi się w pierwszej części spodobała.
„The Dead & The Gone” opisałabym jako książkę tylko dla tych, którzy przeczytali „Life As We Knew It”, mimo że nie ma ona z nią prawie nic wspólnego. 


Ilość stron: 239
Tom: 3

Co się wydarzyło z Mirandą i jej rodziną dowiadujemy się dopiero w „This World We Live In”, gdzie losy Mirandy i Alexa się spotykają. Nie da się za wiele o tej książce bez-spoilerowo powiedzieć, poza tym, że nieunikniona insta-love była jeszcze bardziej irytująca niż się spodziewałam, a Alexa ledwo poznałam. W oczach Mirandy wydawał mi się jeszcze większym d*pkiem i chrześcijańskim fanatykiem niż w 2. książce, a dziewczynę to wszystko jeszcze bardziej oczarowywało. Książka skończyła się tak gwałtownie, że aż się zdziwiłam, ponieważ miał to być koniec trylogii. Szybki wpis w Google i potwierdziły się moje przypuszczenia- autorka wydała w tym roku 4. część serii, po którą raczej już nie sięgnę.

Obie książki oceniam na: 3/5

PS: Został już tylko jeden dzień by wziąć udział w konkursie! Do wygrania "Panic" autorstwa Lauren Oliver. Szczegóły TUTAJ. :)

wtorek, 29 kwietnia 2014

Heist Society

Autorka: Ally Carter
Ilość stron: 291

Gdy Katarina Bishop miała 3 lata, rodzice zabrali ją do Luwru... by go obrabować. W jej siódme urodziny, Katarina i jej wujek Eddie pojechali do Austrii... by ukraść klejnoty koronne. Gdy Kat skończyła 15 lat, zaplanowała swój własny przekręt- „wkradła” się na miejsce w jednej z najlepszych szkół z internatem na świecie, pragnąc zostawić rodzinny biznes za sobą.
Niedługo potem przyjaciel Kat i dawny współ-konspirator, przystojny Hale, pojawia się, wciągając ją za sobą z powrotem do świata, z którego dopiero udało jej się uciec. Ale ma on dobry powód: bezcenna kolekcja sztuki bardzo wpływowego gangstera została skradziona i ten chce ją teraz odzyskać. Tylko mistrzowski złodziej byłby w stanie skraść te obrazy, a ojciec Kat nie tylko jest na liście podejrzanych, on jest listą podejrzanych. Uwięziony pomiędzy Interpolem i o wiele bardziej niebezpiecznym wrogiem, ojciec Kat potrzebuje pomocy.
Rozwiązanie Kat: wytropić obrazy i je wykraść. Co z tego, że jest to spektakularnie niemożliwa do wykonania robota? Kat ma dwa tygodnie, nastoletnią załogę i nadzieję, że starczy jej talentu, by dokonać największego napadu w historii jej złodziejskiej rodziny. I z odrobiną szczęścia, może uda jej się wkraść z powrotem do jej dawnego życia.

„Heist Society” rozpoczyna się bez większych wyjaśnień, wstępów itp., akcja książki zaczyna się bardzo szybko i tak już pozostaje do jej końca. Dzieje się bardzo wiele, Kat, Hale i reszta jej nastoletniej załogi sporo podróżują, od Nowego Jorku, przez Las Vegas, po Paryż i Warszawę, szukają wskazówek co do tego, gdzie znajdują się skradzione obrazy. Książka ma atmosferę... elegancji, przepychu, pieniędzy? I... sztuki? Sporo tu mowy o sztuce, sławnych malarzach, galeriach sztuki i muzeach. Akcja prowadzona jest tak szybko, że czasem trudno było mi się w tym wszystkim połapać, zwłaszcza pod koniec książki.
Załoga Kat składa się z niej, super czarującego Hale'a, który ma tę wadę, że doskonale wie, że jest czarujący, bliźniaków Bagshaw, jej powalająco pięknej kuzynki Gabrielle, której głównym zadaniem najczęściej jest po prostu odwracanie uwagi, oraz Simona, geniusza odpowiedzialnego za technikę i logistykę. Krótko mówiąc nastoletnie Ocean's Eleven.
Postaci Ally Carter w tej książce są super fajne i tworzą tak zgraną paczkę, że przez większość książki chciałam się do niej wślizgnąć i nauczyć wszystkiego co można wiedzieć o rabowaniu i złodziejstwie, żebym mogła z nimi pracować. Dialog pomiędzy nimi podczas „narad wojennych” jest fajnie napisany, pełen sarkastycznych uwag i ironii. 
Napięcie pomiędzy Kat i Hale'm jest wyczuwalne i podobała mi się atmosfera flirtu, która otaczała ich rozmowy. Mimo to wątek romantyczny nie był tu głównym tematem i nie było też jakiejś kulminacji ich „flirtu”, za co byłam wdzięczna, bo byłoby to po prosu zbyt przewidywalne i trochę zepsułoby mi tę książkę.
„Złoczyńca”, który grozi Kat zabiciem jej ojca, jeśli ta nie odnajdzie obrazów - Arturo Taccone- został wykreowany na super bad-ass bezdusznego gangstera, ale w rzeczywistości był jak na mój gust trochę za miły. Jak na całe to zamieszanie z odnalezieniem obrazów w 2 tygodnie, albo sam-wiesz-co, to nie był wystarczająco przerażający.
Żałuję też, że książka nie była trochę dłuższa, zakończenie wydawało mi się niewystarczająco rozwinięte, to samo dotyczy postaci, byłam strasznie ciekawa tego jak oni się wszyscy poznali, ale niestety nie zostało to wyjaśnione. :(
„Heist Society” nie jest wielką literaturą, raczej lekką poczytajką, sporo w niej akcji i humoru, ale brakowało mi rozwinięcia i... głębi? Miałam wrażenie, że autorka pokazała tylko czubek góry lodowej. Mam nadzieję, że kolejne książki z tej serii ujawnią trochę więcej, tom drugi już posiadam, więc zobaczymy jak to będzie.  

Moja ocena: 3/5

czwartek, 24 kwietnia 2014

KONKURS Z "PANIC"

Mój pierwszy konkurs! Matura napisana, za oknem pogoda coraz lepsza i cieszę się, że mi z blogowaniem póki co wychodzi. Podchodziłam do tego pomysłu ostrożnie, bo nie słynę z wytrwałości, ale zawsze udało mi się coś tutaj wstawić i to już prawie 6 miesięcy! :)
Z tego multum powodów prezentuję wam nagrodę w konkursie:


„Panic” autorstwa Lauren Oliver, w twardej oprawie. Sama mam tylko papierową, so you're in for a treat, darling!! :D Jest to oryginalne wydanie, w języku angielskim. Zapraszam do udziału wszystkich, tych, co po angielsku już czytają oraz tych, którzy dopiero pragną spróbować swoich sił. :)

REGULAMIN:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga "Basinbooks" znajdującego się pod adresem basinbooks.blogspot.de/.
2. Konkurs trwa od 24.04 (dzisiaj) do 5.05 2014 r. do północy. Wszelkie późniejsze zgłoszenia nie będą brane pod uwagę.
3. Wyniki zostaną ogłoszone w przeciągu 7 dni od zakończenia konkursu.
4. Sponsorem nagrody o wartości 13,10 EUR jest właścicielka bloga „Basinbooks”.
5. Zasady konkursu:
a) w czasie wyszczególnionym w punkcie 2 należy napisać w komentarzu odpowiedź na pytanie podane poniżej;
b) w konkursie mogą brać osoby zamieszkałe na terenie Polski i Niemiec;
c) wraz z zgłoszeniem proszę o napisanie adresu e-mail oraz nicku, pod którym obserwujecie bloga "Basinbooks";
e) jeżeli posiadacie blog/fanpage byłabym wdzięczna za podlinkowanie konkursu.

6. Prawo do składania reklamacji, w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu 7 dni od daty wyłonienia laureata. Można je zgłaszać na mojego maila: ally04203@gmail.com
7. Zastrzegam sobie prawo do zmiany regulaminu w dowolnym momencie, o czym zostaniecie poinformowani.

Pytanie konkursowe:
Recenzję której z poniższych książek najbardziej chciał(a)byś u mnie przeczytać?
Wybierz jedną i skomentuj pod postem!



 Zwycięzcę rozlosuję za pomocą generatora losowań :)


Moją recenzję „Panic” możecie znaleźć TUTAJ.  

I hope you have the loveliest day!

  -A.

środa, 23 kwietnia 2014

Spring Book Haul

"Spring", bo nie za bardzo wiem, czy to wszystko z marca, czy może trochę w tym lutego, a i w kwietniu kupiłam kilka z poniższych zdobyczy. :)


Od góry:

1) "Uncommon Criminals" - Ally Carter (Heist Society #2)
2) "Heist Society" - Ally Carter (recenzja już wkrótce)
3) "The Lies of Locke Lamora - Scott Lynch
4) "Der Fürst des Parnas" - Carlos Ruiz Zafon,  opowiadanie napisane z okazji światowego dnia książki, niemieckie wydanie 
5) "To All The Boys I've Loved Before" - Jenny Han
6) "A Tree Grows In Brooklyn" - Betty Smith
7) "Runaway" - Alice Munro, zbiór opowiadań, laureat nagrody Nobla oraz nagrody Bookera, jestem suuuper ciekawa :)
8) "Never Fade" - Alexandra Bracken (The Darkest Minds #2)
9) "The Rithmatist" - Brandon Sanderson

Najbardziej chyba cieszę się z "Never Fade", ponieważ "The Darkest Minds" bardzo mi się podobało i zostawiło w książkowym dole emocjonalnym, więc jestem ciekawa jak to się wszytsko w drugiej części rozwinie. :)

Jest tu coś, co wam wpadło w oko? Polecacie coś w szczególności, czytaliście coś z tego? Dajcie o sobie znać w komentarzach :)          

PS: Do premiery "City of Heavenly Fire" zostało już tylko 45 dni, co czyni mnie baaaaardzo szczęśliwą osobą. XD